Mam pomysły. Nie mam weny

Ustalmy to – czasem, a nawet znacznie częściej niż „czasem” po prostu nie wiemy, co napisać. Pusta karta papieru (zazwyczaj ta na ekranie komputera) jest jakaś obca i przytłaczająca, i całkowicie zniechęca do zapełnienia jej słowami. I wcale nie chodzi o brak pomysłów….

Nadmiar myśli szkodzi

Moją głowę zazwyczaj wprost przepełniają idee. Obrazy, fragmenty dialogów, szczegółowe opisy bohaterów, zwroty akcji, wątki poboczne – jeden na drugim, przeplatany kolejnym. Samych pomysłów na powieść mam co najmniej kilkadziesiąt. Rzecz w tym, że to nie są historie, które naprawdę chciałabym przelać na papier. 

„Nie mam pomysłów” – to zdanie, które wykreśliłabym z ludzkiego słownika. Każdy z nas je ma. Naprawdę. Ale świetnie rozumiem, że nie każdy chcemy zrealizować (zazwyczaj dotyczy to 99% spośród nich). I to właśnie kryje się pod tym tajemniczym stwierdzeniem „nie mam weny”. Żaden z pomysłów Cię nie porusza. Żaden z nich nie wywołuje tak żywych reakcji, żeby poświęcić mu miesiące własnego czasu i wysiłku. Żaden nie sprawia, że  palce, aż czekają na moment, w którym będą miały okazję zetknąć się z klawiaturą.

Okej, mamy pomysły, które nie są „wystarczająco dobre”, ale dlaczego nie stworzymy po prostu kolejnych? Rzecz w tym, że wszystkie te pomysły żyją – ewoluują, zmieniają się. Nasza wyobraźnia pracuje na materiale, który już posiada. Trochę nie ma miejsca na kolejne. Trochę umysł nie ma ochoty wysilać się, gdy jest przepełniony. Przede wszystkim jednak, nie ma z czego czerpać, jeśli nie jest pobudzany w odpowiedni sposób.

Co oznacza nie mieć weny

Ja po prostu nie mam weny

Chociaż powstrzymuje nas przed pisaniem, to stwierdzenie jest łatwe. Oszczędza nam czasu i energii. „Ja po prostu nie mam weny” pozwala tkwić w zablokowaniu i nie dążyć do zmiany tego stanu rzeczy.

Właśnie dlatego pisarze z zawodu nie pozwalają sobie (zazwyczaj) ulec złudzeniu, że jakikolwiek czas jest nieodpowiedni, aby pisać. Copywriterzy nie ma nawet takiej możliwości – ich dochody są ściśle związane z ilością i jakością tekstów, które stworzą, a nie ilością wymówek, jakich dostarczą samych sobie.

Najcenniejsza lekcja, jakiej nauczył mnie zawód copywritera to stałe przypominanie sobie o tym, że tworzenie dobrych tekstów jest uzależnione wyłącznie ode mnie. I nie ma takich okoliczności, takiego czasu i takiego stanu, który by to uniemożliwiał.

Ale ja zdecydowanie mogę sobie to utrudniać. I tutaj zaczynają się schody…

„Nie mam weny, bo jestem wypisana.”

To moja ulubiona wymówka. Ale jest w niej też mała cząstka prawdy.

Czy skutecznie powstrzymuje mnie przed tworzeniem tekstów w prywatnym czasie? Oczywiście, że tak. „Nie mam weny” to stwierdzenie, z którym walczę od wielu lat. Nie ma na nie miejsca w trakcie mojej pracy (bo bezsprzecznie uznaję, że te teksty „po prostu trzeba napisać”), jednak osobiście jest to dla mnie blokada idealna, dzięki której nawet nie zabieram się do pisania.

To, co mnie w niej przekonuje to część „bycia wypisanym”. To stan, w którym stworzyłam tyle nowego, że moja wyobraźnie zaczyna przypominać wyschniętą studnię. Jeśli nie piszesz zawodowo, musisz uwierzyć mi na słowo – ta praca potrafi wyciągnąć (dobre) pomysły z ludzkiej wyobraźni do momentu, w którym pozostaną wyłącznie ochłapy. Każdy dzień wypełniony kreatywną pracą doprowadza umysł do jego limitów.

Swego czasu taki stan „wypisania się” z wszystkich (dobrych) pomysłów, towarzyszył mi naprawdę często.

Co gdy nie mam weny

Wtedy nastąpił przełom

Sposób, w jaki tworzę całkowicie odmieniła idea, którą poznałam z książki „Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę” Julii Cameron (na pewno napiszę na jej temat oddzielny wpis, albo nawet kilka). Autorka przedstawia w niej prostą metaforę wyobraźni jako naczynia, które trzeba uzupełniać, aby móc z niego korzystać.

I tak uczucie „wypisania” zaczęłam postrzegać nie jako efekt tworzenia dużej ilości tekstów (są w końcu bardziej „płodni” ode mnie autorzy, jak i copywriterzy), ale braku okazji do „uzupełniania źródła”.

Jeśli nad wyraz często lub po prostu zbyt często, doskwiera Ci syndrom „nie mam weny” koniecznie zacznij karmić swojego wewnętrznego twórcę. Rób więcej tego, co cieszy Twoje zmysły. Regularnie czytaj wiersze, wybieraj się na wernisaże, do publicznych bibliotek lub na długie spacery do lasu.

Dostarczając sobie pociągających, fascynujących, poruszających bodźców, zaczniesz pobudzać swoją wyobraźnię do stałej pracy. Ilość stworzonych pomysłów przestanie mieć znaczenie. Umysł pobudzany w odpowiedni sposób zaczyna napędzać samego siebie, a idee, które odrzuciłeś ustępują miejsca nowemu. To jeden ze sposobów, który zapewnia wyobraźni naturalną motywację do tworzenia. 

Nawet, jeśli jeszcze nie jesteś gotów/owa uznać posiadania (lub nieposiadania) weny za mit. Nawet, jeśli nie wierzysz, że to może Ci pomóc. Nawet, jeśli wciąż jesteś przekonany/a, że nie możesz pisać, ponieważ po prostu nie masz weny.

Spróbuj. 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s