Jak sobie odpuścić i nie żałować?

To bolesne. Rozczarowujące. Trudne. Chyba niewielu wie, jak sobie odpuścić bez wyrzutów sumienia. Nie jestem wyjątkiem. Ale w tym odpuszczaniu sobie, wtedy, gdy trzeba, albo naprawdę tego chcę, staje się coraz lepsza. I Ty też możesz.

Odpuszczasz = przegrywasz

„Poddajesz się za łatwo.”; „Odpuszczanie jest dla nieudaczników.”; „Ty zawsze tylko rezygnujesz.” Słyszałeś/aś już te słowa? Z ust kogoś innego? Być może we własnej głowie?

Coś w tym jest. W końcu, jak sobie odpuścić bez wyrzutów sumienia, jeśli zwyczajnie uważamy to za coś złego. Myślę, że wynika to przede wszystkim ze społecznego kultu pracowania więcej i dłużej, niż to zdrowe, „ciśnięcia pomimo wszystko”. Kultury, w której tak bardzo wynosi się na ołtarze, w szczególności zawodowe, sukcesy.

Bo „jeśli odpuszczasz, to przegrywasz”.

Jasne, odpuszczanie sobie każdego dnia nie doprowadzi nas do niczego. Warto walczyć z tą kuszącą myślą, że „zrobię to później, jutro, w następnym miesiącu lub za kilka lat” z bardzo prostej przyczyny. Na spełnienie tych marzeń może zabraknąć nam życia. ALE uważam, że ta obawa zbyt często jest dla nas niszcząca. I to jest klucz do tego, że nie wiemy, jak sobie odpuszczać w zgodzie samym/samą sobą. Przeszkodą jest również, że nikt nas nie nauczył tego w dzieciństwie, a my sami, częściej krytykujemy siebie, niż próbujemy zrozumieć, dlaczego jest to dla nas realnym problemem.

jak sobie odpuścić i nie żałować

Jak sobie odpuścić bez wyrzutów sumienia?

Mówi się, że czasem, aby pójść do przodu, trzeba postawić krok w tył. Jednak szczerze, myślę, że te „kroki w tył” w ogóle nie istnieją. A czym są? Pewną rozbieżnością pomiędzy naszym wyobrażeniem na temat tego, jak powinna wyglądać nasza ścieżka do osiągnięcia pewnego celu, a tym jak wygląda ona faktycznie. I nie byłoby w tym nic złego – takie przypomnienie, pewna korekta „oho, zboczyłem/am ze ścieżki, czas wrócić”. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nasze życie mogło składać się z precyzyjnie zaplanowanych kroków, które prowadzą do celu. A w rzeczywistości, wcale tak nie jest.

Co więcej, tutaj ścisłe trzymanie się swoich wyobrażeń jest fantastycznym sposobem na to, aby przegapić szanse, które pojawiają się przed nami, lub, aby nie pójść do przodu już nigdy. Życie wymaga od nas elastyczności i korygowania własnych planów. Dla mnie, zaakceptowanie tego jest bardzo ważnym krokiem, aby zrozumieć, jak sobie odpuszczać bez wyrzutów sumienia.

Gdy zrozumiałam, że na 100% moja ścieżka do zostania pisarzem nie będzie wyglądała tak, jak szczegółowo rozpisywałam to sobie co roku, poczułam w dużym stopniu ulgę. To jeszcze nie było przyzwolenie, aby być dla siebie rozumiejącą i wspierają, gdy któryś z zaplanowanych kroków mi się nie powiedzie lub będzie wyglądał inaczej niż to zakładałam, ale zdecydowanie to był ważny etap, w zrozumieniu, jak sobie odpuszczać w zdrowy sposób.

Kiedy więc warto zrezygnować?

  • Gdy szczerze pytając siebie o własne wartości, orientujemy się, że nie idziemy w odpowiednim kierunku.
  • Gdy czujemy się nadmiernie zestresowani i przytłoczeni (warto wtedy zastanowić się nad innym sposobem na realizowanie swoich planów).
  • Gdy z jakiś powodów chcemy skorygować swój plan działania (zazwyczaj będziemy potrzebować trochę czasu, aby go przemyśleć).
  • Gdy pojawia się szansa, którą realistycznie uznamy za zbyt cenną, aby przegapić.
  • Gdy stracimy zapał i serce do tego, co robimy (warto wtedy chociaż na chwilę się zatrzymać i odetchnąć).

Powyższe sytuacje nie mają nic wspólnego z poddawaniem się zbyt szybko lub z powodów,  które najczęściej skutkują wyrzutami sumienia – jak lenistwo, chwilowe zwątpienie czy strach przed porażką.

Okej, ale jeszcze jeden element, o którym muszę wspomnieć. W praktyce, praca nad tym, jak sobie odpuszczać bez wyrzutów sumienia, bardzo często łączy się również ze znacznie większym, złożonym tematem, jakim jest dobra relacja ze samym/samą sobą i odpowiednie dbanie o siebie. A to, coś, co możesz zbudować i czego możesz nauczyć się, wyłącznie poprzez wprowadzenie małych zmian do swojego życia i obserwację, jak się z nimi czujesz. O kilku ważnych dla mnie rzeczach w tym temacie, pisałam w artykule „Co robię, gdy życie mnie przytłacza”.

odpuszczanie samego sobie

O tym, jak sobie odpuściłam z „dobrych powodów”

Na koniec tego artykułu zdecydowałam się dodać coś osobistego z mojej własnej pracy nad tym, jak sobie odpuszczać. Chociaż nie jest to dla mnie łatwe, mam nadzieję, że być może zainspiruje Cię do innego spojrzenia na ten temat lub podniesie na duchu, jeśli nie czujesz się dobrze z powodu rezygnacji z czegoś.

Jak sobie odpuściłam bez wyrzutów sumienia:

W listopadzie chwilowo zrezygnowałam z angażowania się w social media (przede wszystkim mój profil instagramowy @zapisanawzyciu) i  z długo wyczekiwanego pisarskiego projektu NaNoWriMo (napisania 50 tysięcy słów w ciągu miesiąca), ponieważ zrozumiałam, że nie jest to dla mnie mentalnie dobry czas, aby kłaść na siebie dodatkową presję.

W efekcie? Czuję, że obecnie psychicznie jestem w znacznie lepszym miejscu, a w dodatku… wpadłam na pomysł na nową powieść! Czuję, że w tym miesiącu naładowałam swoje baterie, rozbudziłam kreatywność i chęć pisania. Moja najważniejsza refleksja z tego, jak sobie odpuściłam w tym miesiącu, dotyczy wartości. Postawiłam na te, które są dla mnie najważniejsze, czyli mentalne zdrowie, dobra relacja ze sobą i z bliskimi. Właśnie dlatego nie żałuję. W tym miesiącu nie straciłam niczego, czego nie mogę osiągnąć w kolejnym. No chyba, że… nadmierną presję, jeszcze więcej stresu i gorszego samopoczucia. A zyskałam? Ogromną, rozpierającą ochotę, aby napisać swoją nową powieść i podzielić się z innymi tym procesem w nowej serii na blogu: „Jak napisać książkę krok po kroku”. 

3 myśli na temat “Jak sobie odpuścić i nie żałować?

  1. Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Ja odpuściłam sobie rok przerwy w studiach, bo gdzieś w tej naukowej bieganinie zagubiłam siebie i ważniejsze było dla mnie aby o siebie zadbać, na nowo odkryć to, kim jestem. Po roku wróciłam na studia, szczęśliwa z powodu tejże przerwy. Fakt, przez nią moje studiowanie trwało rok dłużej, ale co z tego… To my sami powinniśmy być dla siebie najważniejsi, a nie wszystko to, co na zewnątrz. Oczywiście mam na myśli odpowiednią dawkę zdrowego egoizmu, a nie narcyzmu. Serdecznie pozdrawiam 😊

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.